Ha! I użyj tu argumentu na temat inteligencji! Brakuje mi wielu umiejętności, które chciałbym kiedyś posiąść, ale jedna którą wypracowałem sobie przez lata to umiejętność wysłuchania każdej osoby bez wydania osądu na jej temat. Druga rzecz, nad którą jeszcze pracuję to wypowiadanie się z przekonaniem na temat rzeczy, na których nie mam pojęcia. No ale, ale… jestem mimo wszystko Polakiem więc jako taką wiedzę na temat naszej historii mam więc na spokojnie wspomniałem o 17 września, łagrach, Katyniu dołączając do tego infografikę z 17 milionami ofiar reżimu Stalina, a także cytatem, który słyszałem dziesiątki razy “Jedna śmierć to tragedia. Milion to statystyka.” Moja koleżanka zbiła jednak wszystkie argumenty tym, że historia jest zakłamana i że należy ją poznawać z niezależnych źródeł. O ironio! Toż to ten sam argument, który zawsze wykorzystują prawicowe media na całym świecie, a teraz słyszę go ust z komunistki dwudziestego pierwszego wieku! Po naszej rozmowie otrzymałem kilka linków do jej niezależnych portali wzmacniających jej słowa.
No i co dalej? W tej kwestii nic. Nie kłóciliśmy się ani nie przekonywali dalej. Nie zaopatrywałem się przed następną lekcją w artylerię linków, żeby zbombardować ją moją świeżo nabytą googlową wiedzą. Nawet jeśli zamiast tego przyprowadziłbym ze sobą na lekcję profesora historii (z jakiego kraju?) lub weterana II wojny światowej (z której strony?) i tak wiele by nie zmieniło. Wartości i poglądów nabytych podczas całego życia nie da się zmienić podczas godzinnej dyskusji, żal mi więc czasu, który mogę przeznaczyć na bardziej konstruktywne i perspektywiczne rzeczy.
Co wyniosłem z tego doświadczenia? Uświadomiłem sobie w jaki sposób idealizujemy to co jest daleko i znamy z drugiej ręki. Tak jak wspaniały wydaje się komunizm mojej młodej koleżanki, tak samo przeklęty wydaje się jej imperializm Stanów Zjednoczonych, względem którego miała równie skrystalizowaną opinię jak ja wobec Józefa S. Inna ciekawa lekcja to kwestionowanie tego co się wie i uznaje za pewnik. Sto razy zasłyszany przeze mnie cytat o tragedii jednostki i statystyki milionów, według mojej znajomej wcale nie padł z ust Stalina, a innego wodza w czasach pierwszej wojny światowej. Nie chcę mi się tego nawet googlować, bo to czego też zdążyłem się już dawno nauczyć, to to, że w necie zawsze znajdziesz argument potwierdzający każdą tezę. jak i argumenty każdą tezę obalające. Może nie powiedział tego Stalin? Ile to już było cytatów Steve’a Jobsa, które wyssane były z palca, a żyć w social mediach będą jeszcze dziesiątki lat. Nie ma to jednak żadnego znaczenia. Każdy ma swoją prawdę i swoje wartości i przekonania. Jedni uważają matkę Teresę za Świętą inni za oszustkę, jedni kibicują Billowi Gatesowi i jego fundacji inni doszukują się w jego działaniach powodów epidemii Ziki w Ameryce Południowej. Jedni uważają, że człowiek jest z natury dobry inni, że jest z natury zły. Ech… nie wiem, jak zwykle w moich wpisach blogowych nie ma morału. Zamiast mojej ostatniej złotej myśli może wam przyjdzie do głowy jakaś myśl albo refleksja. Dziwnym jest ten świat ;)
Taki mi się ten post mimowolnie polityczny zrobił, mimo że politycznym felietonistą nie jestem. Jestem podróżnikiem, który w tym momencie odkrywa Kolumbię. Więc, żeby zrobiło się trochę milej pozytywniej i bardziej relaksacyjnie zapraszam do odkrycia wraz ze mną Kolumbijskiego wybrzeża Karaibów.
