O autorze
Na chwile obecną krakowski uciekinier z korporacyjnego "lajfstajlu". Po 10 latach pracy w open space'ach, ściganiu deadline'ów i gonieniu za marketingowymi lead'ami postanowiłem zrobić przerwę w karierze, czyli po obcemu "career break". Wybór padł na Amerykę Łacińską, w której żyję od września 2015. Pierwsze miesiące upłynęły pod znakiem wolontariatu w Peru i Kolumbii. W tym drugim kraju postanowiłem zagrzać miejsce na dłużej. Co będzie dalej? Pojęcia nie mam, ale właśnie to poczucie wielkiej niewiadomej cieszy mnie najbardziej! Od początku mojej przygody na drugim końcu świata prowadzę bloga i fanpage na Facebooku o nazwie 'Career Break in Latin America', na którym codziennie staram się publikować artykuły, filmy i zdjęcia, które niosą jakąś wartość i mogą wnieść coś do życia innych. Innymi słowy treści lajka warte!

Facebook
antonisikora.pl

Anioły z Limy

www.antonisikora.pl
Tak jak miło mi, że wielu z was ma dobre mniemanie w temacie mojej pracy wolontariusza, tak mam głęboką świadomość tego, że to mniemanie jest w dużej mierze niezasłużone. Ostatnie dwa tygodnie, które spędziłem na wolontariacie związanym z trzęsieniem ziemi, może i przyniosły jakieś wymierne efekty, ale między Bogiem, a prawdą kosztowały mnie tyle wysiłku ile przeciętnego amatora cross-fitu wycieczka do fitness klubu. Trochę potu, trochę zakwasów. Tożem się narobił.



Prawdziwymi aniołami są jednak ludzie, których poznałem w Limie rok temu i których teraz przy finiszu tego etapu mojej wyprawy ponownie odwiedziłem. Mowa o pracownikach sierocińca dla dzieci z głębokim stopniem upośledzenia fizycznego i psychicznego. Ludzie, którzy dzień w dzień wykonują tą samą pracę, z takim samym poświęceniem nie zważając na brak choćby cienia nadziei na poprawienie sytuacji dzieciaków. Fajnie pracuje się fizycznie kiedy rano podchodzisz z łopatą i nie ma dziury, a odchodząc po południu dziura jest. Jest pień który trzeba usunąć. Rach i ciach, pnia nie ma. Ściana wymalowana. Szałas postawiony. Prodżekt Realajzd. KPI odfajkowane. Checked!



Tylko, że tutaj w sierocińcu sytuacja, która mnie zastała po roku jest identyczna jak ta rok temu. Żadne z dzieci w magiczny sposób nie ozdrowieje. Jedyne wyznaczniki sukcesu pracy tutejszych Aniołów to to czy dane dziecko uśmiechnie się dziś czy nie. Czy jego niewidzące spojrzenie pod wpływem bodźca skieruje się na chwile w stronę opiekuna czy nie.

Ech, przeczytałem właśnie mój pierwszy tekst, który napisałem na blogu rok temu. Chyba odrobinę bardziej grubo ciosany niż jestem dziś, ale do rzeczy i niestety niezmiennie - na czasie. Zapraszam do zapoznania się z początkiem mojej historii tutaj >>>

Jeśli czyjaś praca zasługuje na wyróżnienie to właśnie takich osób jak pracownicy domu dziecka w Limie. Psychologowie, rehabilitanci, pielęgniarki. Osoby, które z syzyfowym uporem dzień za dniem prą do przodu troszcząc się o tych, o których nikt nie pamięta.
Trwa ładowanie komentarzy...